czwartek, 2 lipca 2015

Rozdział 1

Rozejrzałam się po lesie...Właściwie to co tu robiłam...Sama nie wiedziałam, dopiero co kładłam się spać w swoim małym, przytulnym pokoiku.
-Ach...No tak-Szepnęłam-Śpię...A to tylko sen. Zachwycona spojrzałam po lesie. Pięknie tu-Pomyślałam ale zamknęłam oczy i  powiedziałam:
-Przydało by się trochę słońca-Powiedziałam to z nadzieją, że gdy otworze oczy to moje szafirowe spojrzenie ujrzy słońce przebijające się  przez korony drzew ale nic takiego się nie stało. Lekko zawiedziona wzruszyłam ramionami i ruszyłam przed siebie. 
            ^^^
Czas mi się dłużył, nogi bolały...Ale szłam prosto przed siebie, wytrwale czekając aż sen się skończy.
         Gdy znalazłam się przed małym strumykiem postanowiłam się napić...Ten sen był dziwny czułam się zmęczona, spragniona i głodna...To raczej nie zdarza się w snach. Kątem oka zarejestrowałam jakiś ruch. Gwałtownie odwróciłam się w tamtą stronę ale nic tam nie było. Czułam się obserwowana...to...było...dziwne uczucie. Zaczęłam po cichutku się wycofywać ale gdy nagle w oddali usłyszałam wycie wilka przerażona krzyknęłam jak dziewczynka i rzuciłam się do ucieczki.
Bardziej czułam niż widziałam, że coś mnie goni. Las stał się mroczny a gałęzie zaczepiały o moją skórę i ubrania jakby chciały mnie zatrzymać. Szybko rzuciłam okiem na moje ubrania były całe pocięte...o nie moja ulubiona bluza!-jęknęłam. Co jakiś czas mój wzrok rejestrował jakiś ruch w krzakach. Obraz mi się zamazywał i już to COŚ miało na mnie skoczyć gdy tu nagle!
     ^^^
Zerwałam się z łóżka i jak zwykle uderzyłam głową o szafkę. Zdezorientowana rozejrzałam się po pokoju dopiero Fioletowe ściany na których wisiały moje rysunki typu: Baletnice, koty, psy, wilki przekonały mnie, że jestem u siebie w pokoju. Stałam tak chwilę po środku pokoju czekając aż moje serce się uspokoi.  Przyglądałam się swoim bosym stopom. W końcu ruszyłam do łazienki po drodze zgarniając ubrania pozostawione wczoraj na fotelu.
Łazienka była duża i jasna. Na ścianach  białe płytki ale gdzie nie gdzie przeplatający się po nich czarny wzór przedstawiający kwiaty. Stałam przed lustrem...moje blond ( a wręcz białe...Hm...srebrne ) włosy były w opłakanym stanie. Nie chcąc aby ten obraz pozostał w mojej pomięci weszłam pod prysznic. Woda obmyła moje ciało i zmyła ze mnie resztki snu.
Znowu stałam przed lustrem ale tym razem ubrana. Szybko wysuszyłam i rozczesałam włosy,  umyłam zęby.Zbiegając ze schodów do kuchni dopinałam czarną koszulę. Kuchnia była mała ale ''przejrzysta'' Na lodówce wisiała kartka, zdjęłam ją i przeczytałam notatkę napisaną przez mamę:

Kochanie!
 Wszystkiego najlepszego z okazji twoich szesnastych urodzin!
Musiałam szybciej wyjść. Śniadanie masz w szafce nad zlewem.
Pamiętaj jedziemy na ferie do Babci! Spakuj się!
O 20:30 Przyjadę po ciebie bądź gotowa!
- Wiedziałam,  że o czymś zapomniałam.- Mruknęłam sama do siebie i wzięłam się do jedzenia śniadania. W  sumie już całkiem zapomniałam o tym okropnym śnie.
                                                                                   ^^^
Mama zjawiła się punktualnie o 20:30. Moja mama od zawsze była bardzo punktualna i wymagająca. Miała czarne jak smoła kręcone włosy podobnie jak tata. Sama  nigdy nie mogłam zrozumieć  po kim miałam takie włosy, Jako dziesięcioletnie dziecko myślałam, że zostałam adoptowana.
-Ano-przywitała się ze mną matka.
-Mamo-odpowiedziałam lekko profesjonalnym tonem.
-Wejdę jeszcze po coś na górę i zaraz jedziemy-Powiedziała zadowolona mama.
Przytaknęłam i ruszyłam do samochodu. Wrzuciłam torby do bagażnika i wsiadłam do środka(Nie do bagażnika! Dla jasności!) Pogoda jak to na zimę wypadało była okropna!  
Na miejscu przywitała nas babcia energicznie kiwając. Babcia jak to babcie od zawsze była nadopiekuńcza ale miała w sobie coś tajemniczego, magicznego.
-Ano, kochanie wszystkiego najlepszego!- Przywitała się i przytuliła mnie.
-Dziękuję babciu.-Odpowiedziałam grzecznie i odwzajemniłam uścisk. Spojrzała na mnie zachwycona i pochwaliła.
-Jakaś ty piękna.
Szczerzyłyśmy się  do siebie dopóki nie przerwała tego mama.  
- Dobrze, dosyć tych czułości. Przeziębimy się!
Roześmiałyśmy się z babcią. Mama i babcia całkowicie się różniły, Babcia była jak przyjaciółka a mama jak szefowa z pracy ale mnie to nie przeszkadzało. Pierwsza ruszyłam w stronę domu i już miałam złapać za klamkę ale drzwi same się otworzyły.  Zdziwiona wpadłam na  chłopak. Był  wyższy i co oczywiste bardziej zbudowany. Chłopak pomógł mi złapać równowagę ale to nic nie dało upadłam.
-Oj! przepraszam -Tłumaczył się gorączkowo. 
-Nic się nie stało, to moja wina byłam za mało uważna.- Odpowiedziałam wstając i otrzepując kolana ze śniegu. Chłopak się uspokoił i nawet uśmiechnął. Spojrzałam w jego brązowe  oczy a on po chwili odwzajemnił moje spojrzenie. Staliśmy tak chwilę ale babcia chrząknęła znacząco:
-Ykhm...
Spuściłam wzrok. Chłopak przeczesał swoje brązowe włosy ręką z zakłopotania. 

1 komentarz:

  1. Jestem tu pierwszy raz, ale blog zdaje się być ciekawy. Z pewnością jeszcze u Ciebie zagoszczę tym bardziej, że już pierwszy rozdział przykuwa uwagę. Serdecznie pozdrawiam. Zapraszam też do siebie http://cosnovego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń